wtorek, 1 listopada 2016

Nastoletni pisarze, którzy wydają książki.


Pisać każdy może i to jest prawda, jednak nie każdy ma na tyle wypracowany warsztat oraz umiejętność tworzenia opowieści, by napisać coś naprawdę dobrego. Często jest tak, że młodzi ludzie do mniej więcej osiemnastego roku życia nie potrafią takich rzeczy, przez to wychodzą im niezbyt dobre historie i nie piszę tego dlatego, by kogoś odwieść od pisarstwa, tylko po to, aby ten ktoś mógł poćwiczyć. Redakcja i korektor są, tak, jednak to wciąż zwykli ludzie, których ludzie zalewają ciągle nowymi tekstami, jak niekończąca się lawina w górach, a myślenie, że zlitują się nad niedokończonym pomysłem, proszącym się o poprawę, jest dziecinne. Pisanie jest trudne i nawet najwięksi pisarze uczą się go przez wiele lat.


Czy to oznacza, że chcę „zmniejszyć konkurencję”, by mniej ludzi wydawało swoje książki, a ja bym mogła królować na szczycie list bestsellerów z moim „dziełkiem”? Nie, nie to jest moim celem, tylko uchronienie Was przed walą krytyki. Ostatnio natchnęłam się na dość przerabiany temat kiepskich książek i trafiłam na recenzje takich powieści, jak Admiralette Andrzeja Tucholskiego czy Thorn Tomka Tomczyka, i zauważyłam, że większość z nich nie jest pochlebnych. Może to tylko dwie książki w stosie pozycji literackich na półkach „empikowskich”, ale o ile więcej jest takich, które raz po raz trafiają z wiadomości mailowej do foldera „kosz”. Próbować zawsze warto, owszem, a nuż trafią się porządne dzieła, jak Frankenstein Mary Shelley (którego ponoć napisała w wieku około dwudziestu lat) lub współczesny Eragon nastoletniego Christopher Paolini, jednak nie przesadzajmy z marzeniami i pamiętajmy, że los jest złośliwym chochlikiem i potrafi nie szczędzić nikogo.
Często jest tak, że tworząc własną historię jesteśmy w nią zapatrzeni, jak w obrazek, i zauroczeni nią pod każdym względem, a to sprawia, że przeoczamy to, co jest naprawdę istotne. Piszemy, nie zważając tym samym na logiczność czy żywość powieści, ale robimy to, bo mamy wenę, bo akurat zachciało nam się dopisać kilka linijek jakiejś sceny, która może nic nie wnosić do całości. Pisać dla siebie możemy, tak, jak i wymyślać w umyśle różne historie, ale napisanie powieści, a następnie wydanie jej nie jest pisaniem tylko, by zagłębić się we własne twory i czuć się tam, jak Bóg w realnym świecie.
Zastanówcie się, po co piszecie powieść? Po to, by potem położyć jedyny egzemplarz swojej powieści na półce? I żeby tak stał i stał aż do Waszej starości? By sprzedać cały nakład w milionach i prezentować na okładkach magazynów? A może po to, aby podzielić się nią z innymi? Czytaliby ją i zagłębialiby się w nią, prosząc o więcej. Czy to jest Wasz cel? Nim zaczniecie pisać pomyślcie nad tym, bo to ma wielki wpływ. Odpowiedzi? Proszę: jeśli chcecie pisać jedynie dla siebie i tak jak chcecie to śmiało możecie opuścić tę stronę. Jednakże jeżeli Waszym pragnieniem jest doskonalenie się w warsztacie pisarskim i dzielenie się swą opowieścią z innymi, to zapraszam. I teraz dojdę do sedna: nie spieszcie się. Naprawdę, bo pisanie nigdy nie jest łatwe i trzeba poświęcić wiele lat, aby stworzyć coś naprawdę dobrego, a rok czy tym bardziej kilka miesięcy to za mało. Zmieniajcie swoją historię, udoskonalajcie ją i nie wysyłajcie od razu po tym, jak wpadnie wam pomysł do głowy i go spiszecie. Często w zalążkach powieści nie ma nic dopracowanego: świata, historii, fabuły, bohaterów. Brak emocji, zwrotów akcji, napięcia. Po prostu taki mały pomysł i wtedy trzeba się wysilić. Ciągle się uczycie, dostrzegacie nowe rzeczy, tworzycie nowych bohaterów, przerabianie starych, zmieniacie fabułę, doskonalicie własny styl.
Pisać dla siebie, owszem, można, jednak jeśli chcecie podzielić się powieścią z czytelnikami, musicie przygotować się na długą i ciężką pracę oraz na wiele krytyki, a także na to, że niekoniecznie Wasza książka może zostać wydana. Redaktor ma na tyle powieści, że może być wybredny i jeśli nie dopracujecie swojej powieści, by była logiczna, ciekawa i zrozumiała, to pozostaje Wam tylko marzyć o wydaniu jej. Ewentualnie można zostać self-publisherem, ale to dodatkowa praca, bo trzeba samemu promować książkę, przygotowywać ją itd., czyli w skrócie przeprowadzić ją przez wszystkie etapy wydawania książki, tyle że wtedy bez pomocy wydawnictwa. To jest też dodatkowe ryzyko, ponieważ gdy napiszecie powieść i nie skorzystacie z pomocy redaktora i korektora może się okazać, że Wasza książka nie jest dobra, a wtedy czeka Was wiele krytyki.
Debiutuje się tylko raz, zaś pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, bo jeśli zmarnuje się je, to potem trudno je odzyskać. Kiedy jesteście debiutantami i dajecie swoją książkę do przeczytania, zaufanie czytelnika do Was jest nikłe. Bardzo nikłe. Tak bardzo, że pewnie chciałby zająć się czymś innym, niż czytać Waszą powieść i robi to z tego powodu, że został zachęcony (przez na przykład ulubiony temat czy pochlebne opinie), więc warto się postarać. Lecz jeśli się nie postaracie, z łatwością stracicie nawet to nikłe zaufanie czytelnika i potem nie wciśniecie mu kolejnej książki, choćbyście grozili wysadzeniem całego świata. Możecie pisać mając kilkanaście lat, to jest nawet bardzo wskazane, jednak przed wydaniem książki zastanówcie się nad nią. Odłóżcie ją na kilka dni, a nawet miesięcy, choćby Was serce bolało, i wróćcie dopiero później, by spojrzeć świeżym okiem na każdy jej aspekt. Rzadko się zdarza, żeby ktoś miał tak niezwykły talent, by wydać naprawdę dobrą powieść, lecz nie dajcie się zwieść marzeniami, zaś w wielu przypadkach będąc młodymi jesteście niedoświadczeni, Wasz warsztat i umiejętności często są ubogie. Dlatego myślę, by nie wydawać swojej powieści w tak młodym wieku, ale dopracować ją i próbować. Cały czas próbować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz! Bardzo mnie to motywuje!